TIK to moja codzienność

TIK to moja codzienność

Krótka, ale bardzo ważna lista priorytetów, która wyznaczała tryb działania, skupienie na potrzebach i możliwościach uczniów…

Zapraszamy do kolejnej inspirującej lektury. Wyniki badania, w ramach którego powstał artykuł, znajdziecie w raporcie Nauczyciele w sieci:

 

 

W swojej pracy codziennie korzystam z komputera, tablicy interaktywnej, tabletów i laptopów. Nawet na zajęciach wychowania fizycznego zdarza mi się wykorzystywać TIK, np. przy nauce tańca. A nowoczesne technologie? Czasami zastanawiam się, czy ten termin jest adekwatny do narzędzi wykorzystywanych przeze mnie w pracy. Dlaczego? Nowoczesne technologie to dla mnie roboty od  LEGO po Ozoboty, okulary3D RV, stoły multimedialne i inne nowinki technologiczne, które coraz odważniej wchodzą do placówek oświatowych. To z czego korzystam jest już moją codziennością.

Narzędzia TIK mają za zadanie uatrakcyjnienie zajęć, wyjaśnienie niektórych pojęć za pomocą prezentacji czy filmiku z YouTube, utrwalanie treści w formie gier interaktywnych, np. Learning Apps, rzadko sprawdzenie wiedzy. Tabletów, których działanie warunkuje moc wi-fi używam do pracy w grupach, np. do turniejów wiedzy (Kahoot, Milionerzy, Quizlet) i do wyszukiwania informacji. Uczę także programowania, ponieważ istnieje możliwość pracy off-line. Staram się również mówić do dzieci językiem informatycznym, by utrwalić im odpowiednie słownictwo – a więc ikona, a nie znaczek, strona startowa, a nie domek. Bardzo często zamiast tradycyjnych prac domowych wysyłam linki do zadań on-line przygotowanych przeze mnie lub innych nauczycieli. Korzystając z możliwości jakie oferuje Google, przygotowuję krótkie filmy ze zdjęciami dzieci np. podczas pracy grupowej lub prezentacje ich prac plastycznych i tekstów literackich. Narzędzia TIK stanowią także podstawę realizacji projektów eTwinning. Dzięki, np. wideokonferencjom dzieci zyskują możliwość wspólnej pracy i zabawy z rówieśnikami z całej Europy. W poprzednich latach, z jedną z klas, pokusiłam się nawet o prowadzenie klasowej strony internetowej współredagowanej przez uczniów.

Początek pandemii chyba był dla wszystkich zaskoczeniem. Początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy, że kwarantanna będzie oznaczała zamknięcie szkół na tak długi czas. Na ostatnich zajęciach stacjonarnych nauczyłam dzieci logowania się do Learning Apps. Intuicja czy przypadek? – nie wiem.

Jeszcze zanim ogłoszono informacje o obowiązku edukacji zdalnej przesyłałam dzieciom zadania on-line, aby w ten sposób wypełnić im czas przymusowego pobytu w domu i skierować uwagę na inne aktywności niż gry komputerowe. Tuż przed rozpoczęciem formalnego nauczania na odległość przeprowadziłam ankietę, która pozwoliła mi się zorientować jakim sprzętem i możliwościami dysponują moi podopieczni, i jak czasochłonne oraz trudne były dotychczasowe zadania. To pozwoliło mi lepiej przygotować materiały. Ankiety pomogły nam także wyznaczyć dogodne godziny i częstotliwość spotkań, tak aby mogli uczestniczyć w nich wszyscy. Zwłaszcza, że zapraszaliśmy na nie gości, np.: niewidomego muzyka i pszczelarza.

Wyznaczyłam sobie priorytety, na które zwracałam uwagę w czasie całej edukacji zdalnej:

  • współpracuję z dziećmi i rodzicami, a nie wymagam – pandemia to nie czas na stawianie warunków osobom, które martwią się o zdrowie swoje i  swoich bliskich, miejsce pracy, finanse. (Dzieci mogą, ale nie muszą pokazywać rezultaty swojej pracy),
  • nauka ma być przyjemna i nie może być dodatkowym stresem dla dziecka i rodzica – do nowych, trudniejszych narzędzi dołączałam tutoriale i opisy. Starałam się, żeby było rozmaicie (Padlet, LearningApps, Google, Wordwall, Live Work Sheet, Genial.ly, Mathzoo), ale z umiarem. Komputer  nie może zdominować dnia dziecka, a więc nie przesadzałam z filmikami, zadaniami on- line i prezentacjami,
  • ufam rodzicom, że zależy im na dobru dzieci i nie wymagam czasochłonnego dokumentowania pracy dziecka. Na tym etapie edukacyjnym rodzic jest w stanie sprawdzić poprawność wykonanych zadań (przy trudniejszych wysyłałam klucz, a każde ćwiczenie pisemne zawierało „nacobezu),
  • prowadzę spotkania on-line, aby dzieci mogły porozmawiać i podzielić się swoimi emocjami.

Ten ostatni punkt wymagał ode mnie najwięcej wysiłku, ponieważ znałam tylko komunikatory, w których mogły rozmawiać ze sobą małe grupy osób. Po intensywnych poszukiwaniach i testowaniu wybrałam Zoom. Pierwsze spotkanie było niesamowite, a dzieci szczęśliwe, że mogą się spotkać i zobaczyć. Rozmawialiśmy o swoim samopoczuciu, sposobach na spędzanie czasu w zamknięciu. Pytałam każdego, ale nie wymagałam odpowiedzi i szanowałam ich skrępowanie kamerą i mikrofonem. Na kolejnych sesjach każdy już chciał zabrać głos – to było dla mnie wyjątkowe przeżycie.

Co mnie najbardziej zaskoczyło? Fakt, że rodzice uczyli się razem z nami obsługi wielu codziennych narzędzi TIK. Dla nich ta cała sytuacja była takim samym sprawdzianem i czasem na zdobywanie nowych umiejętności. Większość uczniów i ich opiekunów wytrwała do samego końca, a informacje zwrotne były pozytywne. Efekty poznam stopniowo w bieżącym roku szkolnym, ale już teraz wiem, że moje dzieci samodzielnie obsługują wiele aplikacji i na pewno poprawiły czytanie dzięki codziennym „listom” ode mnie.

 

Autorka:

 

Marzena Wiecierzycka – ambasadorka programu eTwinning, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w  Szkole Podstawowej nr 3 im. Kawalerów  Orderu Uśmiechu w Olsztynie. eTwinnerka od 2014 roku. Zrealizowała szereg projektów  wyróżnionych  krajową  i europejską Odznaką Jakości eTwinning.  Interesuje się matematyką (Ukończone studia podyplomowe z matematyki  na  Uniwersytecie Warmińsko – Mazurskim), sztuką, literaturą, turystyką i naukami przyrodniczymi.